Gazeta.pl > Cafe >  Poznali się

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum cafe.pl

Michalina i Marek

Cafe.pl
2009-02-12, ostatnia aktualizacja 2009-06-15 15:21
Michalina i Marek
Michalina i Marek

Poznaj historię pary, która poznała się na naszym serwisie.

Cała historia zaczyna się nieco ponad sześć lat temu w styczniu 2003. Od pewnego czasu, dokładniej od zakończenia studiów i bardzo bolesnego rozstania z moim ówczesnym narzeczonym nie potrafiłam z nikim związać się na stałe. Spotykałam się co prawda z kilkoma nawet sympatycznymi facetami, ale wewnątrz mnie panowało przerażające zimno. Nigdy wcześniej taka nie byłam, po prostu nie potrafiłam do żadnego z nich się zbliżyć. Po tamtym rozstaniu żadnemu też nie chciałam zaufać. Gdy tylko pojawiała się szansa na coś w miarę trwałego, niszczyłam to. Zaczęłam wtedy bardzo dużo pracować. Praktycznie cały mój czas wypełniały jakieś zajęcia. Kiedy pojawiał się weekend byłam szczęśliwa jeśli akurat musiałam być w pracy. Ale gdzieś tam na dnie serca czułam się na prawdę samotna.

Któregoś dnia moja mama pokazała mi tekst w Gazecie Wyborczej o nowo powstającym serwisie randkowym. Chodziło oczywiście o cafe.pl. Początkowo byłam bardzo sceptycznie nastawiona, miałam za sobą kilka randek z osobami poznanymi w sieci - totalna porażka! Mama jednak mnie namawiała: "Wejdź i zobacz co to jest. To jest Gazeta a nie jakiś portal dla małolatów. Na pewno będą tam normalni ludzie".

No i mnie namówiła. Weszłam, najpierw jako anonimowy gość - i rzeczywiście, inni użytkownicy wydali się być "zwykłymi ludźmi". Podobała mi się ankieta dołączana do profilu, a także to, że nie trzeba było udostępniać swojego maila. Zarejestrowałam się jako tofi . I do dziś nie mam pojęcia dlaczego wybrałam ten nick.

Muszę przyznać, że na odzew nie czekałam zbyt długo. Oczywiście zaczęłam odpisywać. Najczęściej odpowiadał robo , pisał przesłodzone i pełne zdrobnień posty. Początkowo było to zabawne i miłe. Nareszcie z kimś flirtowałam!!! Ale po pewnym czasie, kiedy robo wciąż pisał w ten sam sposób, unikając jednocześnie tematu spotkania i nie zdradzając nic na swój temat, przestało mi się podobać. Porażka - stwierdziłam - widocznie mam być w życiu sama, bo trafiają mi się same pomyłki. Obiecałam sobie nie wchodzić na cafe.pl. Wytrzymałam może jeden dzień.

Ciekawość w końcu zwyciężyła i bardzo dobrze, na espresso pojawił się post kermita . I był to post różny od wszystkich innych, ponieważ była to... zagadka architektoniczna. Oboje mieszkaliśmy w Gdyni, a ja miałam odgadnąć o jakim budynku pisał kermit . Podjęłam wyzwanie. Potem były kolejne zagadki i kolejne. Zaczęliśmy opisywać to co widzimy dookoła siebie, gdy piszemy posty. Potem odkrywaliśmy swoje imiona, zaczął kermit - od trzeciego. Zaczęłam czekać na wiadomości od niego. Kiedy skrzynka była pusta nie mogłam się na niczym w pracy skupić. Coś takiego, taki stan, nie przydarzyło mi się od dawna!

Wymieniliśmy maile i numery telefonów. Okazało się, że łączy nas dużo więcej niż miłość do Gdyni i jej architektury. Także miejsce studiów i niektórzy znajomi. Ale wciąż nie wiedzieliśmy jak wyglądamy. W końcu pewnej soboty, kiedy wybrałam się z mamą na zakupy i akurat zakładałam w przymierzalni spodnie, dostałam sms-a "Dzisiaj o 21?"

"MAMOOOOOOO" - wyskoczyłam z przebieralni - "jedziemy do domu, spotykam się z NIM!" Oczywiście spodni nie kupiłam. Sms-owo uzgodniliśmy szczegóły. Mieliśmy spotkać się pod nieczynnym kinem Warszawa, a on miał mieć w ręku gazetę.

Szłam na spotkanie dziwnie spokojna i zdenerwowana jednocześnie. Zapewniłam mamę, że na pewno będę w domu przed 22, więc spokojnie może do mnie zadzwonić. Jako początkujący wówczas kierowca, zafascynowany swoim autem i w ogóle motoryzację, pomyślałam sobie: "proszę, niech się chociaż zna na autach". Nie zdawałam sobie sprawy jak prorocze były to słowa.

Pod kinem stał olbrzymi, łysy, potwornie umięśniony facet z różą w ręku. "O nie! Boże! Nie możesz mi tego zrobić!" - pomyślałam. Nie mógł, bo nagle z głębi wyłonił się ktoś z gazetą w ręku. O coś mnie zapytał, odpowiedziałam. Popatrzyłam tylko w jego oczy i coś we mnie szepnęło mi, że będę się w nie patrzeć jeszcze dłuuuuuuuugo. Poszliśmy do cafe Strych. Żadne z nas nie zauważyło, kiedy minęła północ.

Prawdę mówiąc kiedy minęły kolejne miesiące, też nie bardzo wiedzieliśmy oboje. Wydarzenia nabrały zawrotnego tempa. W czerwcu się zaręczyliśmy, 25 grudnia odbył się nasz ślub.

Co do proroczych słów o motoryzacji, okazało się, że Marek - tak nazywa się mój mąż - jest nie tyle fanem aut, co bardziej dokładnie tzw. youngtimerów . Na dodatek ma na własność Fiata 1100, którego sam doprowadził do stanu używalności. Zna się przy tym świetnie na mechanice. Należy do klubu motoryzacyjnego i bierze udział w rajdach na orientację. Trafił więc swój na swego. Przez te 5 lat małżeństwa sporo przeszliśmy - trzeba się było "dotrzeć", tak jak dociera się każde auto. Na szczęście oboje kochamy nasze cztery kółka.



Chcesz opowiedzieć swoją historię? Wystarczy, że wyślesz do nas maila na adres cafe@gazeta.pl